nieconocny nieco nocny nieconocnik

Wpisy

  • poniedziałek, 02 lutego 2015
    • dla biedaków na środku

      Podsłuchane zza drzwi damskiej toalety w galerii handlowej:

      Wchodzi mama z kilkuletnim chłopcem. Chłopiec przeżywa:

      - A dlaczego weszliśmy w te drzwi z dziewczynką, jak ja jestem chłopcem?

      - Bo jesteś ze mną, a ja nie mogę iść do toalety dla chłopców.

      - A ja mogę?

      - A pójdziesz sam?

      - Nie!

      - No to musisz iść tutaj ze mną.

      - A jakbym był z tatą, to byśmy poszli tam, gdzie jest chłopczyk?

      - Tak, oczywiście...

      (trzy sekundy ciszy)

      - A na środku jest dla biedaków!

      - Co jest dla biedaków?!

      - Ubikacja!

      - Dla jakich biedaków?

      - No dla takich na wózkach...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nieconocna
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 lutego 2015 22:21
  • środa, 21 stycznia 2015
    • dieta cud

      Mama Dużego O. regularnie bywa na diecie. Tym razem odchudzanie wspomaga zieloną herbatą.

      Duży O., przesuwając stojący na stole kubek z naparem, zamoczył w nim palca:

      - Maaamo, o nie, palec mi się zmoczył w twojej herbacie! I co teraz będzie?!

      - Nic, a co miałoby być?

      - A nie odchudzi mi się teraz ten palec?!

       

      Ach, żeśmy się rozmarzyły... ;)


      Duży O. jest chudy jak patyk, ale odkąd go znam, marzy o tym, żeby być grubszym. Jak zaczęłam do niego przychodzić, to jego mama była krótko po drugiej ciąży, a Duży O. potrafił westchnąć rozmarzony:

      - och, mamo, chciałbym być taki gruby, jak ty...

       

       

      I jeszcze bonusik nieautystyczny - siostra Dużego O. (3,5) bawi się z tatą w "zimno-ciepło". Najpierw tata chowa w pokoju zabawki i ją naprowadza, potem oczywiście zmiana. Tata wchodzi do pokoju i słyszy:

      - wszędzie jest zimno, tylko tutaj i tutaj jest gorąco!


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nieconocna
      Czas publikacji:
      środa, 21 stycznia 2015 22:54
  • czwartek, 13 listopada 2014
    • urodziny

      Częstym problemem w przypadku dzieci słabo się komunikujących jest to, że do końca nie wiadomo, ile one rozumieją z otaczającego je świata. Tak też jest z I. - wymawia pojedyncze słowa, w dodatku częściej powtarzając je, niż samodzielnie się komunikując. Nie mamy co prawda wątpliwości, że umie i rozumie coraz więcej, ale ile dokładnie - to wie tylko on.
      Od jakiegoś czasu zastanawialiśmy się, na ile świadomie przeżyje więc swoje piąte urodziny. A że I. bardzo chętnie pracuje z historyjkami obrazkowymi, to wprowadziłam mu parę tygodni temu taką o urodzinach - jest na obrazkach ozdabianie pokoju balonami, przygotowanie poczęstunku, goście i prezent, dmuchanie świeczek i jedzenie toru, a na koniec nawet sprzątanie ze stołu. I. historyjkę bardzo polubił, szybko nauczył się układać w odpowiedniej kolejności osiem obrazków i opowiadać, co się na nich dzieje (da-je ple-zent, mu-cha sie-cki, je tolt itp.).

       

      I nadszedł dzień urodzin. Mama rano przywitała I. słowami - czy ty wiesz, że masz dzisiaj urodzinki? Życzę ci wszystkiego najlepszego!
      A I. na to - PLE-ZENT!

      Znaczy - zrozumiał! :D

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „urodziny”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nieconocna
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 listopada 2014 23:36
  • środa, 15 października 2014
    • marchewka czyli behawiorystka paskudna

      Nie jestem szczególną zwolenniczką podejścia behawioralnego w terapii dzieci autystycznych (w wychowywaniu dzieci zdrowych też nie). Ale po wybrane metody w określonych sytuacjach zdarza mi się sięgać, bo drugi biegun, czyli zupełny brak nie tylko karania, ale też chwalenia i nagradzania, jest mi równie obcy. Chwalę bardzo często, i za dobrze wykonane zadanie, i za uczciwie podjęte próby, i w tej kwestii nie mam żadnych wątpliwości. Nagradzanie z różnych względów, nad którymi nie będę tu psychologizować, wzbudza we mnie mieszane uczucia. Ale w podbramkowych sytuacjach bywam i paskudną behawiorystką, która motywuje dzieci do pracy nagrodami.

       

      I tak jakiś czas temu system nagród wprowadziłam na chwilę małemu O. Mały O. był zafascynowany Angry Birds, więc za każde zadanie mógł ode mnie dostać jeden obrazek z angrybirdsową mordką. Jak się sprężył, to sześć mordek w ciągu godziny zebrał. I sprężał się za każdym razem, mogliśmy w końcu zacząć pracować, po kilku tygodniach spędzonych głównie na buncie i awanturowaniu się. A jak po kilku takich przekupionych zajęciach motywacja do pracy zaczęła rosnąć (głównie dzięki konkursowi u Ojca Karmiącego, w którym wygrałam dostęp do platformy Mam swój świat, która okazała się dla małego O. strzałem w dziesiątkę), to nagrody bezboleśnie wycofałam. 

      Do czasu... ostatnio motywacja znowu zaczęła spadać, więc postanowiłam tym razem połączyć przyjemne z pożytecznym i wprowadzić, jak na prawdziwej "dorosłej" terapii żetonowej, zbieranie punktów z odroczoną nagrodą. I tak przez sześć kolejnych zajęć zbieraliśmy uśmiechnięte buźki (tym razem po jednej w ciągu godzinnych ćwiczeń, a nie za każde zadanie), a po zebraniu kompletu nagrodą było autko.

      Wprowadzenie nowych zasad łatwe nie było, mimo że tłumaczyłam dokładnie, jak to działa. I niby ok., niby wszystko było jasne, ale jak narysowałam pod koniec pierwszych zajęć jedną buźkę w pierwszym okienku, to usłyszałam: "pani psycholog nie idzie, jeszcze pracować!". Dowiedziałam się tym samym, ku mojemu zaskoczeniu, że mały O. wie, że ja jestem psychologiem ;) Wytłumaczyłam jeszcze raz, niby zrozumiał... po czym ja się zaczęłam pakować, a O. wystartował do karty z mazakiem - "narysować więcej buziek!". Ostatecznie ustaliliśmy, że będę tę kartę zabierać ze sobą i przynosić. A O. za każdym razem od wejścia mnie informował, ile już ma punktów i ile mu jeszcze zostało do nazbierania :)

      Autko dostał dwa tygodnie temu, zbierania punktów na kolejną nagrodę się nie domagał, znowu pracujemy bez przekupstwa.

      Za to dzisiaj po skończonych zajęciach usłyszałam: "dziękuję bardzo! Poczekaj! To dla ciebie, weź sobie" - i wcisnął mi w rękę znalezionego na półce klocka.

      Tak to sobie dziecko behawioralnie zepsułam - on też chce rozdawać nagrody :)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nieconocna
      Czas publikacji:
      środa, 15 października 2014 23:04
  • czwartek, 17 lipca 2014
    • Trudna sztuka wytarcia podłogi

      Osoba dramatu: Wielki, niedźwiedziowaty, dwudziestosiedmioletni Chłop Jak Dąb.

       

      Opis sytuacji: kuchnia uczestników, trening kulinarny, panowie uczą się gotować. Chłop Jak Dąb rozlał na podłodze coś tłustego, stoi bezradnie nad plamą i zaklina rzeczywistość.

       

      Akcja:

      - No idź po mopa i to wytrzyj.

      Poszedł. Wrócił z suchym mopem, rozmazał plamę kilkoma machnięciami. Stoi.

      - Ale weź tego mopa namocz i wytrzyj to porządnie.

      Wyszedł z kuchni uczestników, przeszedł pół budynku, wszedł do kuchni dla personelu (do której nie wolno mu wchodzić). Manewruje kijem tak, żeby końcówkę mopa umieścić pod kranem, nie zdejmując jej. Udało się, staje ponad metr od zlewu. Odkręca wodę maksymalnie, niezrażony rozbryzgiem na pół kuchni umieszcza końcówkę mopa dokładnie pod strumieniem wody. I wykręca ją. Pod tym strumieniem.

      Najwidoczniej uznał, że wykręcił. Wraca z mopem przez pół budynku, zachlapując po drodze całą podłogę.

      - Chłopie Jak Dąb, co ty robiłeś z tym mopem?! Weźże przynieś sobie wiadro i wytrzyj tę podłogę!

      Poszedł. Ze składziku, w którym przy wejściu stoją trzy wiadra do mopa, wygrzebał po dłuższym czasie i z dużym trudem ukryte gdzieś wiaderko po... śledziach.

      Przyniósł je do kuchni, nalał wody i ustawił wiaderko na blacie. Po czym zaczął kombinować, jak ustawić kij, żeby zamoczyć w tym wiaderku mopa.

       

      Kurtyna.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nieconocna
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 lipca 2014 21:46
  • niedziela, 13 lipca 2014
    • Bynajmniej mnie to jara

      Scenka rodzajowa:

      Tramwajem jedzie (chyba) rodzinka - Mama, Syn (ok. 10 lat) i Prawdopodobnie Ciocia. Syn podekscytowany opowiada Mamie o jakiejś grze komputerowej, rzucając w którymś momencie: i mnie to strasznie jara!

      Na to włącza się zdegustowana Prawdopodobnie Ciocia, oburzona użyciem słów "jara mnie". I robi wykład o obrzydliwym młodzieżowym slangu, nieszanowaniu polszczyzny, używaniu słów, których znaczenia się nie rozumie, a jest tyle pięknych odpowiedników: interesuje mnie to, podoba mi się, fascynuje mnie, ekscytuję się tym...

      Kilka przystanków dalej Mama z Synem wysiadają, Prawdopodobnie Ciocia jedzie dalej. Jakaś kobieta siedząca przed nią odwraca się i dołącza do utyskiwań na ten straszny młodzieżowy slang. Prawdopodobnie Ciocia podsumowuje:

      - Bo rodzice muszą reagować na to, jakim językiem ich dzieci mówią. Bynajmniej ja swoim dzieciom zawsze zwracałam uwagę...


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Bynajmniej mnie to jara ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nieconocna
      Czas publikacji:
      niedziela, 13 lipca 2014 23:11
  • czwartek, 10 lipca 2014
  • czwartek, 17 kwietnia 2014
    • Wielkanoc według Rysia

      - Rysiu, co zrobisz z jajkami przed świętami?

      - Umyję!

       <salwy śmiechu>

      - No co?! Nie tylko przed świętami, co tydzień myję!

       

      ***

       

      Mieliśmy w ośrodku piękne przestawienie wielkanocne. Jedna z terapeutek napisała bardzo metaforyczny scenariusz, w którym droga krzyżowa symbolizowała chorowanie na schizofrenię. Od wyroku - diagnozy, poprzez upadki pod krzyżem - kolejne hospitalizacje, aż po pomoc Szymona Cyrenejczyka - dobrego terapeuty i otarcie twarzy przez Weronikę - życzliwą pielęgniarkę. Do tego świetnie dobrane wizualizacje i oprawa muzyczna - wyszło naprawdę poruszająco.

      Po przedstawieniu dzielimy się wrażeniami. Zachwycamy się trafnością metafor, idealnie dopasowanymi utworami muzycznymi, gratulujemy aktorom sugestywnej gry...zachwyty przerywa Rysiu:

      - To Jezus miał schizofrenię?!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nieconocna
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 kwietnia 2014 20:01
  • wtorek, 15 kwietnia 2014
    • co za milion?

      Trudne zadanie wymyśliłam dla mojego dziesięciolatka (tego, który jest w trakcie przeprowadzania się do nowego mieszkania) - wyobraź sobie, że wygrałeś milion złotych. Co chciałbyś kupić? Chłopak się na pieniądzach zna świetnie, od paru lat zbiera kasę na różne rzeczy, głównie kolejne zestawy "Tomków", po komunii był doskonale zorientowany w tym, ile pieniędzy dostał i jaka część z tego pójdzie na komputer, a jaka na wakacje... ale takie otwarte zadanie, gdzie nie ma żadnych wytycznych i można pisać, co się tylko chce, dla autystyków bywa trudne. Trochę się pomęczyliśmy, w końcu udało się ustalić, że chciałby sobie kupić kolejny "tomkowy" zestaw (Felek i straż pożarna, gdyby ktoś pytał), antresolę i szafę do swojego nowego pokoju, piłkę i korki do gry w nogę. Więcej pomysłów nie miał, więc zaproponowałam, że może komuś jakiś prezent chciałby zrobić? A owszem, chciałby. Siostrze, z wielkim zdegustowaniem i poświęceniem, kupiłby Barbie z pasemkami. Kuzynowi - grę z samochodami. Babcia dostałaby obraz. Jaki? Taki na którym będzie dużo marketów i budynków. Z tatą był problem, bo nie wiadomo, jakie ma hobby. Ostatecznie stanęło na tym, że na pewno ucieszyłby się z niebieskiej farby do sypialni.


      Za to prezent dla mamy wybrał bez problemu. Mama dostałaby... gazetę "Moje mieszkanie".


      I  się rozmarzyliśmy...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „co za milion?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nieconocna
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 kwietnia 2014 18:56
  • sobota, 22 marca 2014